Obudziłam się, po raz kolejny tej nocy, cała spocona.
Zastanawiałam się, czy jeszcze w ogóle zasnę. Dlaczego te sny, a raczej
koszmary, są aż tak realistyczne i dlaczego mnie nękają? Nie oglądam
horrorów , nie interesuję się niczym, co jest z nimi związane, a jednak.
Przetarłam zamglone oczy i spojrzałam na budzik, który leżał na mojej szafce nocnej.
-
Trzecia dwadzieścia. No, świetnie- powiedziałam załamana, zakrywając
oczy rękoma. Dobrze, że to wakacje, mogłam sobie pospać w dzień.
Ułożyłam się do snu z nadzieją, że zasnę. Nadzieja minęła wraz z
momentem świtu.
Teraz tylko czekałam, aż zajrzy do mnie mama i pozwoli mi spać do południa. Przyszła o dziewiątej.
-Mari, wiem, że nie spałaś całą noc, ale proszę cię, wstań-poprosiła, załamując mnie do końca.
-Po co?- zapytałam lekko znużonym glosem.
-Pojedziemy na wycieczkę-powiedziała radośnie.
-Gdzie?- zapytałam podejrzliwie, patrząc na moją piękną mamę.
- Mały wypad z miasta nam nie zaszkodzi- odpowiedziała z uśmiechem.
-Gdzie?- powtórzyłam, nie ustępując.
-Na
farmę Matta- odpowiedziała mama. A gdzie by indziej? Mama i Matt znają
się od... Sama nie wiem, od jak dawna, ale nie wyobrażam sobie mojego
życia bez niego, jako przyjaciela rodziny.
-Aha, a Lili może też pojechać?-zapytałam, kładąc się na boku. Wiedziałam, że mama się zastanawia.
-Dobrze,
zaraz zadzwonię do Becky i zapytam się, czy Lili może z nami
pojechać-powiedziała i wyszła, a ja wstałam. Uszykowałam sobie ciuchy i
udałam się do łazienki. Zimny prysznic pomógł, już nie byłam aż tak
zmęczona.
W salonie czekała na mnie mama z koszem piknikowym.
-Matt nie jedzie?- zapytałam lekko zdziwiona.
-Nie,
ma coś do załatwienia- odpowiedziała, zdejmując kluczyk z wieszaka i
wyszłyśmy z mieszkania. Podjechałyśmy po Lili, której dawno nie
widziałam, ponieważ przeniosła się do szkoły z internatem, sto
kilometrów od miasta.
Ruszyłyśmy w pół godzinną podróż na farmę.
_____________________
Po
dotarciu na miejsce mama postanowiła ugotować coś do jedzenia, a ja i
Lili poszłyśmy nad rzekę, która płynie za murowanym, starym domkiem,
jednym z tych, które rzadko się widuje w tej okolicy.
Matt
kupił farmę trzy lata temu od, już sędziwego, pana, który miał
zamieszkać u córki. Lubię tu przyjeżdżać z Mattem , mamą i czasem z
Lili. Mam stąd fajne wspomnienia.
-Dalej!- pośpieszyła mnie Lili, pchając lekko do przodu.
-Idę, idę, nie popędzaj mnie-powiedziałam, przyspieszając trochę w dół zbocza, ale i tak Lili wchodziła mi na pięty.
Usiadłyśmy na dużych głazach i rzucałyśmy kamienie w stronę rzeki, licząc, ile razy odbijają się od tafli wody.
-
Czy koszmary wciąż cię nękają?-zapytała się mnie, rzucając kamieniem w
wodę. Spojrzałam na moją rudowłosą przyjaciółkę i mimowolnie się
uśmiechnęłam.
-Niestety- odpowiedziałam, wzdychając.
-Współczuję ci, Mari- powiedziała dość smutno.
Siedziałyśmy w ciszy przez kilka minut.
-Wciąż jesteśmy przyjaciółkami?-zapytałam się jej. Spojrzała w niebo i się zaśmiała.
-Jasne-
odpowiedziała po chwili. Zepchnęła mnie z głazu. Spadłam na piaszczystą
plażę. Podniosłam głowę i ujrzałam dym, unoszący się znad wzgórza. Lili
też patrzyła w tamtą stronę z osłupieniem.
-Mama!- krzyknęłam, zerwałam się z miejsca i zaczęłam biec w górę zbocza. Lili ruszyła za mną.
Stanęłyśmy
jak wryte, patrząc na płonącą chatkę, oraz na postacie, które kręciły
się wokoło. Potwory o mackach zamiast nóg i rąk, bezkształtne, pokryte
śluzem i wrzodami. Lili wrzasnęła ze strachu, czym zwróciła uwagę bestii
na nas.
-Lili, Lili uciekajmy!- krzyknęłam, płacząc, szarpiąc przyjaciółkę za ramię.
Chciałam
z głębi duszy zawołać mamę, ale wiedziałam, że to nie pomoże. Moja mam
nie żyje! Zginęła! Te obrzydliwe stwory ją zamordowały...
Lili
mnie posłuchała i zaczęłyśmy biec w dół, w stronę głazów. Monstra
biegły za nami, warcząc i skrzecząc przeraźliwie. Koszmar na jawie.
Obróciłam się, aby zobaczyć ostre jak brzytwa kły jednego z tych
obślizłych potworów, ociekających żółto-zieloną wydzieliną.
Lili
się potknęła, a ja wpadłam wprost na nią. Sturlałyśmy się na skały.
Uderzyłam się w tył głowy. Ostatnim, co ujrzałam, nim moje oczy spowiła
ciemność, były zbliżające się długie, czarne pazury i tajemnicze, jasne
światło. Zemdlałam.
_____________________________________
Mam nadzieje, że nie popełniłam aż tak dużo błędów. Następna notkę, wstawię za parę dni.
Czekam na ciąg dalszy. Interesujący rozdział, nie powiem :) Nieco więcej mogłaś napisać o tej Lili, ale tak też jest ok ;)
OdpowiedzUsuńOd razu przywaliłaś z grubej rury... Uch, aż się boję, co będzie dalej ;) Mam nadzieję, że dowiemy się więcej o życiu Mari :)
Biedna dziewczyna... Musiałaś już teraz zabijać jej matkę?! :,(
Czeeeekam na nn ;)
Dużo weny i żelków życzę
Żelcio
Ps. Już wysłałam poprawkę ;)
Super. Czekam na drugi rozdział :D
OdpowiedzUsuńDużo weny i żelków życzę :D
PS. Zapraszam do mnie :) http://znaszmojeimieniemnie.blogspot.com/